White w Indiach wyjazd niestety na studia ;)

[Trip 7] Puszkar – Dzień 1 #2

Więcej muzy! Poniżej Dil Gira Dafatan z albumu Delhi 6. Długo się rozkręca, ale potem jest fajne ;).

Po południu (no, lekko powiedziane, po 16, ale wcześniej było po prostu bardzo gorąco) poszliśmy na ghaty. O tej potrze kąpało się tu niewiele osób, udało mi się więc zrobić parę zdjęć.

Tym razem chcieliśmy obejść jezioro z drugiej strony, w tym celu poszliśmy w kierunku mostu będącego nieopodal. Okazało się, że most jest święty – trzeba było pokonywać go na bosaka. Pobłądziliśmy trochę uliczkami i udało nam się osiągnąć przeciwległy brzeg jeziora. W końcu zrezygnowaliśmy z pierwotnego planu wdrapania się na pobliską górę – nie zdążylibyśmy przed zachodem. W zamian za to wyszliśmy znów na ghaty.



Poszliśmy znów na teren Pushkar Fair zrealizować plan Jonasa. Okazało się, że jest on artystą, w tym między innymi – grafficiarzem;). Poprzednim razem znaleźliśmy opuszczony budynek, żeby nikt nie miał pretensji, popytaliśmy jeszcze wkoło i jonas przystąpił do dzieła. Jako, że w tym samym miejscu obozowali handlarze wielbłądów, widowni nie brakowało. W rm samym czasie można było podziwiać zachód słońca na pustyni.


Po zakończeniu malowania zostaliśmy zaproszeni do ogniska jednego z handlarzy. Dowiedzieliśmy się, że w tym roku sprzedał 25 wielbłądów, najtańszy wielbłąd kosztuje 25000 rupii, ale są i takie za dwa razy tyle. Chociaż, jak poprzednio pytałem kogoś, to oferował garba za 20000 rs. Pewnie jest to po prostu cena wyjściowa do negocjacji;).

Poszliśmy potem na sunset point. Co prawda dawno już po zachodzie, ale za to światła miasta (i festiwalu) były wyraźnie widoczne. No i księżyc, w końcu daty imprezy uzależnione są właśnie od niego. Teraz powinien być w okolicy pełni.



Dotarliśmy do stadionu, na którym miał odbywać się Cultural Show. Show spóźnił się ponad godzinę, ale przez ten czas parę balonów próbowało synchronicznie wystartować. W końcu jakoś im się udało ;). Poniżej zdjęcia baloników!


W końcu rozpoczęło się przedstawienie. Wpierw zagrał jakiś tradycyjny radżasthański zespół. Potem pokazano tradycyjny radżasthański taniec z ogniami na głowie. A potem tradycyjny taniec węża. A potem poszliśmy, bo w sumie nic ciekawego się nie działo ;).

 

 

Wracając zjedliśmy super-ostre thali i zatrzymaliśmy się w wypatrzonej wcześniej rooftop cafe, z której byli widać jezioro. Okazuje się, że eLPi trochę kłamał, nikt się w tej chwili nie kąpie. Nie szkodzi, zjedliśmy deser i poszliśmy spać;).

4 Responses to [Trip 7] Puszkar – Dzień 1 #2