Dzisiaj piosenka po angielsku, z Karthik Calling Karthik ;).
W czasie weekendu zdecydowaliśmy się wraz z Krzy pojechać do Rishikesh i Hardwar. Udało nam się dostać bilety na Masoorie Express, który spóźnił się tylko 2.5h (na stację początkową). Za to w Haridwar byliśmy trochę później niż 5.50am ;). Postanowiliśmy zwiedzić dwie świątynie, leżące na wzgórzach otaczających Haridwar, a potem pojechać do Rishikesh. U stóp pierwszego wzgórza okazało się, że na oba ze szczytów można wjechać kolejką (i dodatkowo przejechać autobusem między obiema lokacjami) z czego z ochotą skorzystaliśmy.
ÅšwiÄ…tynia Mansa Devi. Do samej Å›wiÄ…tyni nie warto zaglÄ…dać. Nie ma tam nic ciekawego, poza tym caÅ‚ość wyglÄ…da trochÄ™ jak religijny bazar – tu zrobiÄ… Ci kropkÄ™ na czole (za donation), tam możesz powÄ…chać Å›wiÄ™tego dymu (za donation), tu możesz stuknąć w Å›wiÄ™ty dzwon (za donation)…
Warto za to wyjść na chwilę popodziwiać widok na dolinę Gangesu i okoliczne górki.
Zjechaliśmy na dół i przeszliśmy do autobusu, który zawiózł nas pod drugą świątynię.
Świątynia Chandi Devi.Wjechaliśmy na drugie wzgórze, znajdujące się po przeciwnej stronie doliny, i poszliśmy do świątyni, ufni że tym razem będzie co tam oglądać. Nie, raczej nie było.
Za to po drodze spotkaliśmy parę zwierzątek ;).
Do trzeciej świątyni nie próbowaliśmy nawet wchodzić. Złapaliśmy autobus do Rishikesh, potem rikszę do Laxman Jhuta i wyruszyliśmy szukać noclegu.
Pieszy most w Laxman Jhuta – używany przez maÅ‚py, turystów, motocyklistów i krowy ;).
Małpy na moście są przeurocze, ale trzeba uważać, bo lubią wyrywać nieuważnym przechodniom różne rzeczy :).
Wpierw poszliÅ›my zobaczyć ÅšwiÄ…tyniÄ™ Shri Tayanbakshwar. WywarÅ‚a na mnie mieszane uczucia. CaÅ‚a Å›wiÄ…tynia skÅ‚ada siÄ™ z poziomów, na których – w boxach przypominajÄ…cych sklepy w galerii handlowej – znajdujÄ… siÄ™ różne przedstawienia bóstw. Na domiar tego, niektóre z boxów zajÄ™te sÄ… rzeczywiÅ›cie przez sklepy sprzedajÄ…ce dewocjonalia i pamiÄ…tki. Cóż… inna kultura ;).
Warto też zwrócić uwagÄ™, na szkody jakie poczyniÅ‚ Ganges parÄ™ dni temu w czasie fali powodziowej (musieli spuÅ›cić wodÄ™ ze zbiornika poÅ‚ożonego powyżej, bo przekroczyÅ‚ stan alarmowy… milusio, prawie jak w Polsce ;).
W czasie wspinania siÄ™ w górÄ™ “wieży” MogliÅ›my podziwiać sÅ‚oÅ„ce chylÄ…ce siÄ™ ku zachodowi, które wraz z deszczowymi chmurami na niebie (nawet pokapaÅ‚o ciut ciut), tworzyÅ‚y niesamowity klimat.
Potem poszliÅ›my do Parmath Niketan Ashram obejrzeć wieczorny rytuaÅ‚ – Ganga Aarti.
Główną przypadłością rytuału było to, że było tam więcej turystów niż ludzi miejscowych. Ale była fajna muzyka, nieźle śpiewali, więc ogólnie pozytywnie ;). Sam przy okazji umoczyłem nogi w Gangesie, żeby zdobyć lepsze kadry (to święta rzeka, ale nie wiem czy jej mętne wody uczyniły mnie lepszym. Wydaje mi się, że po 3 dniach (100km) brodzenia w Bartangu w Tadżykistanie zostałem uodporniony na mętną wodę ;)).
Wracając ustrzeliłem jeszcze zdjęcie mostu pieszego w Ram Jhula. Światła na moście, to przejeżdżający motocykl ;).
NastÄ™pnego dnia wstaÅ‚em rano – popstrykać zdjÄ™cia oraz, jako że spaliÅ›my w Ashramie, pójść na lekcjÄ™ jogi. Niestety okazaÅ‚o siÄ™, że lekcja dla poczÄ…tkujÄ…cych zostaÅ‚a odwoÅ‚ana, wiÄ™c poszedÅ‚em spać na kolejne 2 godziny (come on, byÅ‚a 7 rano!). Gdy wstaÅ‚em po 9, okazaÅ‚o siÄ™, że wÅ‚aÅ›nie trwa lekcja jogi dla Å›rednio-zaawansowanych, wiÄ™c postanowiÅ‚em spróbować ;). Cóż, powiem że byÅ‚o zabawnie… przeszkadzaÅ‚o mi trochÄ™ moje sÅ‚abe rozciÄ…gniÄ™cie, ale za to starczaÅ‚o mi siÅ‚y, że utrzymać siÄ™ w staniu na gÅ‚owie. W sumie – fajne, chociaż wszystko mnie bolaÅ‚o jeszcze przez nastÄ™pne 3 dni. Po półtorej godzinie jogi wybraliÅ›my siÄ™ razem z Krzy na spacer do wodospadów. Po drodze mijaliÅ›my m. in. miejscowy szpital.
W czasie spaceru natknęliśmy się na gang małp okupujący fragment drogi. Zacząłem robić im zdjęcia, przez co zostałem trochę z tyłu. Małpom chyba nie spodobało się robienie zdjęć, ponieważ nagle mnie otoczyły i zaczęły wydawać ostrzegawcze dźwięki. Sytuacja była napięta, więc postanowiłem się poooowoooli i spoookojnie oddalić. Tylko jedną z nich musiałem odgonić kopniakiem ;).
Zaraz potem spotkałem kolejnego freaka na drodze. Może mi ktoś powie co to jest i czy może mnie to/ja to mogę zjeść? ;)
Dalsza droga przebiegła bez większych przygód.
W końcu dotarliśmy do miejsca, gdzie porzuciliśmy drogę i weszliśmy w las. Wąska ścieżka prowadziła nas w górę strumienia, była tak kusząca, że poszliśmy nią daleko dalej niż było trzeba. Las tutaj pachnie jednak zupełnie inaczej niż w Polsce. Jest też bardziej duszno. No i w Polskich lasach ciężko zobaczyć liany, dzikie małpy, czy pięciocentymetrowe pająki ;).
W koÅ„cu znaleźliÅ›my wÅ‚aÅ›ciwy wodospad – taki pod którym mogliÅ›my siÄ™ wykÄ…pać :D. KorzystajÄ…c z tego, że nie byÅ‚o w pobliżu żadnych innych turystów – wykÄ…paÅ‚em siÄ™ na waleta. Nigdy nie byÅ‚em w tak dobrym jacuzzi :D.
I jeszcze kilka zdjęć “lasu” z drogi powrotnej…
Wracając, udało się nam złapać furgonetkę na stopa. Jazda taką maszyną po wyboistej drodze przysparza dużo radości ;).
Na koniec wybraliÅ›my siÄ™ do Maharishi Mahesh Yoga Ashram, gdzie w 1968 roku przebywali Beatlesi. Asham zostaÅ‚ opuszczony w 1996 roku i od tego czasu las stara siÄ™ zagarnąć z powrotem, co byÅ‚o jego (a miejscowe zÅ‚odziejaszki – tego co byÅ‚o ludzkie ;)). Niestety dotarliÅ›my tam już po zachodzie sÅ‚oÅ„ca, niemniej parÄ™ zdjęć zrobiÅ‚em. Za to muszÄ™ tam na pewno wrócić w ciÄ…gu dnia, bo miejsce jest niesamowite i daje dużo możliwoÅ›ci fotograficznych.
I to by było na tyle, cya!
6 Responses to [Trip 3] Rishikesh i Haridwar