White w Indiach wyjazd niestety na studia ;)

[Trip 6] Goa #1

Goa, goa, goa… Przeciętny europejczyk słyszący tę nazwę widzi oczami wyobraźni gorące morze i balangi na plaży do białego rana. Czy tak rzeczywiście wygląda ten zakątek Indii? Postanowiłem to sprawdzić.

Po wylądowaniu w Dabolim wziąłem prepaid taxi (na zewnątrz hali przylotów – 490 rs) do Panaji, gdzie zatrzymałem się w hotelu republica. Urzekł mnie jego klimat, który doskonale wypisywał się kolonialną atmosferę miasteczka. Miejsce ma w sobie coś Portugalii(tak, mowie to ja, który Portugalię widział tylko na filmach;)).

Wyszedłem na miasto zapolować na coś do jedzenia, jednak ze względu na Diwali wszystko było pozamykane. W końcu udało mi się znaleźć jakiś sklep w którym resztką sił nabyłem jakiś sok i ciastka. Powłóczyłem się trochę po okolicy. Dowiedziałem się, gdzie można zlecić legalne przepisanie jakiegoś tekstu, odnalazłem jakąś kaplicę, odwiedziłem mniej uczęszczane zakątki miasta.


W końcu dotarłem do największej chyba atrakcji Panaji – Kościoła Niepokalanego Poczęcia Podobno to właśnie tu był pierwszy przystanek żeglarzy wracających z morza na drodze do ówczesnej stolicy (obecnie – Old Goa). Poniżej parę zdjęć:


Schowałem się na chwilę do hotelu, bo zaczęło padać (ach, gdzie te rozpalone słońcem plaże?:p), późnym wieczorem jeszcze raz wyszedłem na miasto. Parę zdjęć z nocy.

 

Następnego dnia wstałem prawie wcześnie rano, dotarłem do dworca autobusowego i pojechałem do Old Goa. Wbrew pozorom odnalezienie prawidłowego autobusu nie jest takie proste – pytasz najbliższego konduktora – jeśli jego autobus tam jedzie, to z entuzjazmem wskazuje pojazd, jeśli nie wskazuje z grubsza kierunek w którym trzeba iść i pytać się dalej;). Nawiasem mówiąc, złapałem ten autobus nas stopa – konduktor (umyślnie?) zapomniał wziąć ode mnie pieniędzy.

Old Goa – dawna stolica regionu. W tej chwili jednak prawie nikt tam nie mieszka. W XIX wieku przez miasto przetoczyła się epidemia cholery dziękując mieszkańców. Ci którzy przeżyli, uciekli. Miasto stało puste przez prawie 200 lat. Jedyne co ocalało, to odrestaurowane dzisiaj kościoły, których jest tam ponad 10 – można sobie tylko wyobrażać jak wielkie było to miasto w swoich latach świetności.

Postanowiłem zobaczyć tu coś poza tymi najwspanialszymi kościołami, obleganymi przez rzesze turystów. Zszedłem nad rzekę, gdzie była przeprawa promowa na leżącą nieopodal wyspę. Odwiedziłem też dwa kościoły leżące bardziej na uboczu. Na odwiedzenie wszystkich nie starczyło mu sił. Trzydziestostopniowy upał robi swoje. Poniżej zdjęcia, nie mam siły podpisywać który kościół jest który :p.

Udało mi się też upolować parę żyjątek!

I jeszcze parę kościołów, a co tam!


Ciąg dalszy nastąpi, obiecuję że następnym razem pokażę już Wam morze :D. Cya!

4 Responses to [Trip 6] Goa #1

  1. W. Parys says: